DIABOLIK LOVERS
HAUNTED DARK BRIDAL
PO POLSKU
ŚCIEŻKA SUBARU SAKAMAKI
DARK PROLOG
YUI
SUBARU SHUU ???DARK PROLOG
*W
KOŚCIELE*
(*WZDYCHA* Zastanawiam się, jak to wszystko mogło się wydarzyć.)
(Po pierwsze, ze względu na pracę taty, jestem zmuszona pozostać w Japonii sama…)
(Nie sądziłam, że spotka mnie coś takiego…)
(I wampiry… Zastanawiam
się, czy to jakiś sen?)
(Chodzą nawet do szkoły…)
*WSPOMNIENIE*
-…Przeniesienie?!
-Tak, wszystko jest
już załatwione.
-Nie mogliście zrobić tego bez mojej
zgody! Nie jesteście nawet moimi
krewnymi… Jak można zrobić coś takiego?!
-Dopóki tu mieszkasz,
możemy być krewnymi, nie?
-A skoro tak, musisz
postępować zgodnie z naszymi
zasadami.
-Tak więc myślę, ze wszystko jasne. Od jutra pójdziesz z nami wieczorem do szkoły.
-Eh?! Wieczorem?!
-Zgadza się. Jesteśmy wampirami, więc to normalne, nie sądzisz?
-I jeszcze jedno. Nie
możesz kontaktować się ze starymi znajomymi, rozumiesz?
-To uciążliwe i tylko powodowałoby
problemy.
-To niepoważne…
*KONIEC WSPOMNIENIA*
(Nawet gdybym chciała się z kimś skontaktować, to nie mogę, bo mój telefon jest zniszczony.)
(To śmieszne, ze zmusili mnie bym wybrała,
kto będzie ssał moją krew.)
(Nie wiedziałam co robić, więc uciekłam tu bez
zastanowienia.)
-Eh... Co ja mam
teraz zrobić?
(Zamiast mieszkać tam, może mogłabym się tutaj zatrzymać.)
(Ale teraz, gdy o tym
myślę, uciec jest zaskakująco łatwo.)
-Hehe… Niewiele możesz zrobić, co?
-Kto to?! Gdzie jesteś?!
-Jesteś trochę powolna… Nie, nie
tam. Jestem nad tobą.
-Eh… Nade mną?
(Tam jest tylko okno
dachowe…)
-…Ah?!
-… Hej, głupia dziewczyno.
-S- Subaru?! Czy ty…
Latasz?!
-A~. Coś taka zszokowana?
Latanie jest proste.
-Proste?! Normalni
ludzie nie potrafią latać!
-… Nie jestem „normalnym człowiekiem”. Jestem
wampirem.
-Ah!
-Eh… Ludzie są tacy żałośni. Nie mogą robić rzeczy, które dla nas są tak proste.
-Oto, jacy jesteśmy.
-…Oh!
-Hmph… Co się stało? Jesteś z czegoś niezadowolona…?
*WYBIJA SZYBĘ, WSKAKUJĄC DO ŚRODKA; DŹWIĘK TŁUCZONEGO
SZKŁA*
- Kyaaa ...... !!
-Ciągle krzyczysz. To
takie irytujące. To tylko trochę szkła, nie dramatyzuj.
-Tylko trochę…? Całość jest mocno roztrzaskana!
-Czekaj… Ty jesteś wampirem i przyszedłeś tak po prostu do kościoła?!
(A ja myślałam, że będę tu bezpieczna! Jak tu wszedł?!)
-Hah, nie myl mnie ze słabymi wampirami.
-Dla mnie wejście tutaj było bardzo łatwe.
-Poza tym nie zauważyłaś, że twój krzyż ani inne fanatyczne
nonsensy nie działały na mnie wcześniej? Czy ty masz
mózg?
(To prawda, ale myślałam, że przynajmniej w kościele
będę bezpieczna.)
-W każdym razie jesteś moim jedzeniem, nie? Więc dlaczego wyszłaś z domu bez
pozwolenia?
-Ale… Nikt mi nie
powiedział, że nie mogę.
-I… Nie nazywaj mnie
jedzeniem…
-Nie odzywaj się tak. To dość uciążliwe, że moje jedzenie jest w takim miejscu jak to…
-To naprawdę mnie wkurza.
-Ah…!
(Co robić?! Zezłościł się. Zaraz mnie zabije!)
(Nie mogę wyjść na zewnątrz bez przechodzenia obok Subaru, a wątpię, by pozwolił mi tak po prostu odejść. Może… Może przez okno?)
-Oi. Tu jestem. Dlaczego patrzysz naokoło? Gdzie się odwracasz?
*ŁAPIE*
-Głu~pia. Jesteś zbyt naiwna.
-Co…?!
(Nim zdążyłam mrugnąć, przyparł mnie do ściany.)
-Hmph. Kiedy przyjrzeć się z bliska, jesteś naprawdę drobna. Gdybym cię mocno ugryzł, moje kły mogłyby podrapać nawet kości.
-Ale mówiłaś, że chciałabyś, żebym to ja ssał twoją krew…
-…Czyli, innymi słowy, chcesz być moja, tak?
-!
-Hehe… Tak jak myślałem, hę?
-…Nic takiego… Nie miałam na myśli!
(! Jego twarz jest
tak blisko… Z tej odległości mogę wyraźnie zobaczyć jego kły.)
(Czy to możliwe, że przyszedł tutaj, by wyssać moja krew?)
(Po tym wszystkim,
jak unosił się na niebie… Wydaje się, ze naprawdę jest wampirem.)
-W- wtedy wszystko
działo się tak szybko, że nie miałam czasu pomyśleć.
-Nawet teraz nie
umiem powiedzieć, dlaczego wybrałam akurat ciebie.
-W każdym razie, możesz się troszkę cofnąć proszę? Trudno mi tak mówić…
-A~?!
*KOPIE W ŚCIANĘ, ROZBIJAJĄC JEJ FRAGMENT*
-Kyaaa?!
(Z- zrobił dziurę w ścianie.)
-Tsk… Ta ściana jest kruchsza niż myślałem… Słabo.
-Słuchaj, naprawdę spróbuję wbić ci to do tego powolnego mózgu.
-Słuchaj zawsze każdego mojego słowa. I nigdy. Nigdy
mi się nie przeciwstawiaj.
-Zabijanie jest zabronione… Jeżeli by nie było, zabiłbym cię na miejscu, wiesz?
-Nie chcę kłopotliwej dziewczyny… Lepiej nie marnuj mojego czasu,
rozumiesz?
-Jeśli nie będziesz mi posłuszna, to…
*ROZBIJA ŚCIANĘ JESZCZE BARDZIEJ*
-?!
-Zrobię z tobą podobnie jak ze ścianą… Roztrzaskam cię…
-…Aż nic nie zostanie,
wiesz?
-…
-Hehe… Cudownie. Ah… Twoja przestraszona twarz naprawdę mnie ekscytuje.
-Oi!
*CHWYTA*
-?!
(Jaka siła… Mój nadgarstek…
Jest kompletnie sztywny!)
-W nagrodę za tak piękną minę, wyssę twoją krew.
-Oi! Daj mi to…
-Prze-…
*GRYZIE*
-Kyaaa!
-Nnn… Twoja skóra jest zaskakująco miękka. Wystarczyło lekko wbić kły…
-Hehe…
*SSIE*
- Spójrz, krew już cieknie…
-Ah!
(Kły Subaru wciąż są tuż przy moim karku.)
-Wreszcie… Ten smak… Będę ssał dużo… Nnn…
(Ssie tak boleśnie i gorączkowo, a moja głowa jest coraz cięższa…)
(Nawet jeśli chciałabym go odepchnąć, nie mam siły, a także, jakoś…)
(Jest mi coraz
bardziej gorąco… Co to jest?)
*SSIE*
-Nnn… Nnn…
-Nnn…
Haa… Haa…
-Ngh… Nnn…
(Chociaż wyciągnął kły z mojej szyi, to
ból wciąż rozprzestrzenia się na
całe moje ciało… Gorąco…)
(Jeśli nie przytrzymam się
ramienia Subaru, mogę upaść na podłogę w każdej sekundzie…)
(Wampir pijący krew wywołuje takie dziwne
uczucie…)
(Czuję, ze wariuję…)
-Więc to jest… Twoja
krew, prawda?
-Nie jest zła, to po prostu…
-…Nie, to chyba tylko moja wyobraźnia.
-C- co jest? Patrzysz
na mnie w taki sposób…
-Myślałem, że przyjmiesz do
wiadomości, że jesteś moim jedzeniem…
*PUSZCZA*
-
Kyaaa!
-Myślałem, że cię zabiję, takie to było smaczne. Ale wydaje mi się, ze wszystko będzie dobrze. Pozwolę ci żyć.
-Hehe… znaczy dopóki mi się nie znudzi, prawda?
*ZOSTAWIA*
-Ah…
*WYŁAMUJE DRZWI*
-!
*WZDYCHA*
-On nawet kopie drzwi
tak mocno…
(Moje serce tak wali… A siła nie wróciła do nóg. Chyba nie mogę jeszcze wstać.)
(Ssał moją krew. Naprawdę.)
-… Ale myślałam, że jak wampir będzie ssał moją krew, to będzie znacznie gorzej.
-Temperatura mojego
ciała nie spadła, wciąż jestem świadoma…
*BRZĘK*
-Czyżby to różaniec w kieszeni?
(Ojciec, choć jesteśmy daleko od siebie,
chroni mnie.)
-A może to dlatego, ze to kościół? Mimo, że okna i drzwi są wyłamane…
*BRZĘK*
-Czy to kolejny dowód
na istnienie Boga?



